Ku radości




Zjadłam właśnie całą tabliczkę czekolady z wielkimi migdałami. Na przekór wszystkim postanowieniom  wielkopostnym. Może to ma sens? Na co dzień przecież nie przepadam za słodyczami, nie kuszą mnie łakocie pod żadną  postacią. Myślę właśnie o moim Wielkim Poście, o chaosie w głowie, natłoku niepoukładanych spraw, uczuć i myśli, o tym, że najchętniej uciekłabym od nerwów, gniewu i niecierpliwości w sam środek ciszy, by doświadczyć w niej spokoju i radości. Takiej radości, że nawet kiedy będę leżeć bezczynnie, moja krew zapulsuje we mnie zadowolona z tego, że płynie. 

 Tak zaczęłam wpis, który miał się pojawić na blogu kilkanaście dni temu. Dziś piję ciepłą herbatę, za oknem siarczysty mróz, a ja czuję, że krew, która wypełnia moje ciało, płynie szybciej, nabiera jakiegoś niesamowitego pędu, grzeje od środka, roznosi przyjemne ciepełko z serca aż po koniuszki palców. Przyjemnie mi, choć nie jest to jeszcze radość, o której marzę. Jeszcze nie przyszedł na nią czas, jeszcze potrzeba więcej ciszy, samotności, wielu rachunków sumienia, łez bezsilności, murów do pokonania, ścian, z którymi boleśnie się zderzę. Jeszcze upadnę kila razy, jeszcze wszystko nagle straci poczucie sensu, ogarnie mnie lęk, poczuję zapach czarnej dziury w sercu, wypalonej przez życie. Dopiero wtedy, gdy w ustach poczuję smak swojej nędzy, pozbieram okopcone węgielki mojego naiwnego heroizmu, zgarnę popiół płonącej kiedyś dumy i pychy, cichutko powiem, że mogę już wstać, bo gotowa jestem podać Ci dłoń, Panie, byś niósł ze mną ciężar codzienności, pracy i mojej służby. Otrzesz mi wtedy twarz, dotkniesz moich oczu, by spojrzały na innych z poziomu kolan, by wzrok przeniknął mgłę pozorów, która odbierała zdolność prawdziwego widzenia. Patrząc na Ciebie z zachwytem, pozwolę się wtedy poprowadzić ku radości... Porzucę po drodze myśli o swojej doskonałości, zrezygnuję z nadgorliwego działania, które wysysało resztki sił. Przebaczę temu, kto tyle razy zawinił, że nic dobrego się już po nim nie spodziewałam, a Ty nauczysz mnie, że nie ma limitu na przebaczanie, na nadzieję,  zaufanie... nie ma limitu upadków.

Czasami potrzeba, byś wysłał mi męża w daleką podróż, byś podarował ciszę, w której samotność zaboli tak bardzo, że serce będzie łkało z byle powodu. Jak bardzo potrzeba mi było tej ciszy, w której przyszedłeś cichutko, opatrzyć mi rany i smutek - przyniesione z podróży po ścieżce życia po swojemu...  Pragnęłam już tego  całym sercem, czułam Twoje ciepło, bliskość,  ale jeszcze się sama szarpałam, jeszcze szlochałam nerwowo, wycierając nos w ścierkę, którą właśnie myłam brudną od tygodnia podłogę. Resztką sił klęczałam wściekła, że nic nie jest tak, jak chciałam...  W  bezsilności podałam Ci jednak dłoń, choć może powinnam od razu dać serce. Pozwoliłam Ci działać, a Ty rozsiadłeś się przy mnie wygodnie, gładziłeś po policzku i patrzyłeś ze zrozumieniem w oczy. Kap, kap, kap... leżałam cierpliwie podłączona pod kroplówkę niezmierzonej miłości, przyjęłam pokornie strumień ożywczej łaski, nabrałam sił, popłynęła  świeża, ciepła krew.

Niesamowite, jak zmienia się świat, kiedy pozwalam Ci działać, Panie!

Takie jest niebo...



Jak ptak wypuszczony z klatki, wyfrunęłam w stronę nieba, zachwycona jego błękitem. Moja dusza niecierpliwa, rozedrgana wypełnia się radością, unosi gdzieś wysoko. Gdzieś, gdzie w ciszy słychać dźwięki anielskich dzwonków. Stąpam niepewnie po niebiańsko miękkich obłokach wdzięczności i dziękczynienia. Stąd już tylko krok do zielonych pastwisk, ukwieconych łąk, pełnych Twojej miłości, mój Boże! Jak tu dobrze, ciepło i bezpiecznie! Oddycham powietrzem wypełnionym Twoja łaską. Poisz moją duszę, napełniasz mnie Sobą, wzmacniasz i dajesz przedsmak nieba. Czekałeś na mnie, Panie z utęsknieniem, aby mnie przeniknąć i ogarnąć w sposób najwspanialszy ze wspaniałych, najintensywniejszy, rozkosznie idealny. Rozpaliłeś we mnie Miłość. Zawładnąłeś mną... Objąłeś czule i opromieniłeś ze wszystkich stron. Wlałeś we mnie świeżą wiarę, hojnie obdarzyłeś zapałem. Uległam posłusznie Twoim Boskim palcom, kształtującym me serce na nowo. Dłoniom, które wyprostowały zastałe w niedawnej niewoli skrzydła duszy. Ucałowałeś mnie i z sercem pełnym żaru wypuściłeś w świat. Lecę, frunę niepewnie, oszołomiona smakiem wolności i prawdy. Twój Duch Miłości tchnie tam, gdzie chce... Podążam naprzód niesiona powiewem Jego woli.

Ucałowałeś me serce tak czule, Panie, tak czule!  Oszalałam, upiększona Twoją miłością, niecierpliwie pragnę już tylko nieba dla wszystkich!

 Otwieram oczy i zdumiona, widzę więcej dobra wokół. W stwardniałych sercach ludzkich, gdzieś, na dnie pochowane, przyprószone pyłami tego świata, małe, jak nasionka gorczycy, połyskują kryształki Twojej Miłości, Boże! Tak, widzę w nich niebo! Pozbieram je wszystkie, odkurzę, przytulę do serca, ogrzeję, a ty Panie, skrop ożywczą rosą swej łaski, by znów mogli kochać Twoją miłością.
 
Pozwalam się unieść pragnieniu serca, miłości intensywnej bez miary, nieskończenie głębokiej, wspaniałej i pięknej. Miłości, w której wszystko się mieści... Taki jest Bóg, kochanie... Takiego Nieba pragnę dla Ciebie.  Otwieram twą klatkę, leć, fruń wysoko!


Z najlepszymi życzeniami  urodzinowymi dla mojego męża,
 wspominając także 15 lat naszej wspólnej małżeńskiej drogi.

Czuwanie






Czuwam.  

Jestem matką, żoną, kobietą i mogę napisać miliony zdań o tym, czym jest czuwanie. Nie ważne od czego zacznę opowiadać, moje życie jest nieustannym czuwaniem... 

Niektórzy mówią, że jestem perfekcjonistką. Jestem. I dobrze, bo kiedy wiesz, że pewnego dnia spotkasz Miłość Doskonałą, Absolutną, Pełną, to chcesz być gotowa. Zawsze. Idealnie.  Perfekcyjnie. Na tyle, ile po ludzku może ci się wydawać doskonale. Kocham i  każdego dnia chcę kochać więcej, lepiej, mocniej, pełniej... Czuwam więc  nad tą miłością, by piękniała, by  nie straciła nic z tego blasku, którym już świeci.

Czuwam - Nie śpię, otwieram szeroko oczy, trwam w gotowości, by zacząć nowy dzień. Mimo wielu trudności, staram się być odważna, nie chcę się bać,  dać zaskoczyć w wydarzeniach nadchodzącego dnia.  Czuwam, myśląc o Miłości. Tęsknię, czekam,  ale żyję pięknie w tej swojej codzienności. Daję z siebie tyle, ile mogę najwięcej. Nieustannie działam, ufnie podnoszę wzrok ku niebu, prosząc o siłę, której czasami brakuje. 

Czuwać to dla mnie służyć, dbać, doglądać, matkować, pilnować, pielęgnować. Przed oczami mam każdą sekundę opieki nad czwórką dzieci, mężem, domem, ogrodem, naszym rodzinnym życiem. Ciężka to praca i nie sposób wymienić tu wszystkich drobnych czynności, które na nią się składają. Jedno jest pewne, gdyby nie Miłość, nie byłoby sensu, nie byłoby po co, nie byłoby siły.  Czuwam, by  ta miłość wzrastała, kwitła, owocowała. Doglądam, jak boży ogrodnik, któremu dano w opiekę kilka drogocennych sadzonek. Wielka to odpowiedzialność, takie czuwanie, ale i radość wielka,  niesamowita pociecha z dobrze wykonanej pracy. 

Kiedyś szybko traciłam siły, wydawało mi się, że życie przyciska, tłamsi, oczekuje, wymaga ponad miarę. Dziś wiem, że ci, co zaufali Miłości, otrzymują tyle siły, że mogą czynić wszystko, nawet latać jak orły! Boża miłość w sercu wszystko w moim życiu poukładała. Cel mojego czuwania jest tak niesamowity, że dla Niego wszystko warto, każdy wysiłek jest przyjemnością. Kiedy z ufnością patrzysz na jaśniejące przed tobą Światło, wszystko wydaje się inne. Zmieniają się priorytety, widzisz jakby wyraźniej rzeczy ważne i ważniejsze,  nie myślisz już, czy coś opłaca się zrobić, tylko to robisz. Od razu, natychmiast. Bo robisz to dla Niego - dla Boga. I nagle pragniesz  robić jeszcze więcej. Miłość w środku ciebie sama się mnoży, chcesz ją rozdać, uszczęśliwiać innych.  Dostajesz nagle  skrzydeł, latasz, umocniona Bożą Siłą niczym prawdziwy orzeł... Czujesz smak przestworzy, pachnie ci już niebo...   
Odtąd  musisz  już czuwać inaczej: chronić, stróżować, osłaniać, stać na straży swojego gniazda.  Teraz czuwanie jest nieustanną czujnością, wytężaniem uwagi, bacznością  o każdej porze, by nikt nie włamał się do twojego domu, do twojego serca i nie zabrał tego, co masz najcenniejsze.

Myślę, że gdyby każdy uświadomił sobie teraz, w tej chwili, jak drogocenne skarby trzyma  w swoich rękach, jak wiele posiada, czuwałby odtąd tak jak ja, w każdej sekundzie. Znasz wartość swojego skarbu? Wylicz teraz tylko to, z czym jutro byś chciał się obudzić...

 Zło nie śpi. Czuwa, czeka... Odpierasz atak? Czy pozwalasz się okradać? 

Czuwaj, cokolwiek to dla ciebie znaczy: chroń, pilnuj, bądź uważny. Stróżuj, uważaj, obserwuj, bądź ostrożny, zajmuj się, stawaj w obronie, wytężaj uwagę, otaczaj opieką, pielęgnuj, doglądaj, stój na straży. Otwórz szeroko oczy. Pilnuj swojej Miłości! Bo nie znasz dnia, ani godziny, kiedy przyjdą po to, co z tej miłości wyhodowałeś. Pilnuj! bo nie wiesz też, kiedy przyjdą cię z niej okraść. Czuwaj nieustannie...

Nie wiem, kiedy Bóg zapuka do moich drzwi. Czekam, trwam  w gotowości, żyjąc najlepiej jak potrafię. Mam nadzieję, że kiedy przyjdzie ta chwila, Pan Bóg zastanie mnie przy właściwym zajęciu. Chciałabym wtedy mieć rozpostarte skrzydła nad tym, co dla mnie najcenniejsze, gotowa do lotu w stronę Nieba.

P.S.  Myślę, że będzie wtedy niezły ubaw, bo gdy Pan Bóg rozłoży SWOJE skrzydła, oniemiała zapomnę, czym jest lata... ziemskie fruwanie. 
 
 Photo by Sabina Sturzu on Unsplash


Wyjdź na spotkanie



Od tygodnia w moim domu panuje cisza. Starsze dzieci wyjechały na wakacyjny wypoczynek. Na początku nie mogłam się przyzwyczaić do takiego bezruchu. Mąż od rana w pracy, Mały uczepiony mojej ręki, nie opuszczał mnie na krok, jakby pilnował, żebym nigdzie nie odeszła. Po kilku dniach oswoiliśmy się z takimi okolicznościami. Choć pojawiła się także i  matczyna tęsknota, serce mam przepełnione radością. Dzieciaki dzwonią i opowiadają o cudownych wakacjach z takim szczęściem w głosie, że ogarnia mnie wielkie zadowolenie i spokój.

„Szczęśliwe oczy wasze, że widzą, i uszy wasze, że słyszą." Te słowa dzisiaj wyjątkowo trafnie ujmują mój dzień. Z wielką radością patrzę i słucham. Zadowolona, z Małym na kolanach, chłonę otaczający mnie świat. Do mnie dziś Boże Słowo mówi: rozkoszuj się chwilą, korzystaj z ciszy, oddychaj Mną, Jestem tu... Daję Ci ten czas, czerp z niego, zażywaj Mojej Miłości! Odkąd odkryłam, że patrzenie na świat oczami serca, a nie rozumu daje przeogromną radość, częściej wykorzystuję czas na obserwowanie. Tak po prostu. Siedzę i patrzę. Coraz częściej czuję, jakby otwierały się przede mną drzwi, a za nimi nowy, cudowny świat pełen niezwykłego światła. Budzą się we mnie uczucia, których  nie potrafię nazwać słowami.

Jestem szczęśliwa, że widzę i słyszę Cię, Boże! Czasami nawet nie zdążę dokończyć myśli mojego uwielbienia, a Ty, Panie, puentujesz je powiewem wiatru, który niesie zapach łąki pełnej polnych kwiatów, rozgrzanej lipcowym słońcem. Osładzasz wszystko śmiechem mojego  brzdąca,  ćwierkaniem wróbli, które wydziobują okruszki słodkiej bułki, którą przed chwilą niezdarnie wpychał do buzi Mały.  Ptasi koncert u moich stóp, ciepło słońca i lazur nieba nade mną. Zieleń trawy, szum drzew, zapach ziół w ogródku, brzęk pszczół mozolnie pracujących w kwitnącym oregano. Ach! i motyl tuż obok, na krzaku poziomki! Szczęśliwe oczy moje, Panie, i uszy szczęśliwe... Nie znam  słowa, którym nazwałabym mój zachwyt w tej chwili!

Do mnie dziś Bóg mówi: zatrzymaj się, usiądź, zostaw obowiązki, korzystaj z chwili, którą ci ofiarowałem. A do Ciebie? Co mówi? Słyszysz ten głos? A może słyszysz odgłosy świata, nie widząc i słysząc w tym Boga? Jeśli siedzisz, trwasz w miejscu, które Cię męczy i którego masz dosyć, w sytuacjach, czy relacjach, które zamykają Cię szczelnie na piękno tego, co wokół, może powinieneś  ruszyć z miejsca, zrobić krok w kierunku szczęścia, usłyszeć Boży głos, który nieustannie mówi Ci o tym, jak bardzo Cię kocha. Nie zmarnuj dziś szansy spotkania...
Uwierz mi, przyjdzie taki czas, że będziesz każdego poranka budził się szczęśliwy, a pierwsza Twoja myśl będzie uwielbieniem, dziękczynieniem za radość, która wypisana będzie w Twoim sercu Jego Miłością. 
Słowo Boże jest Żywe, więc nie wiem czy masz iść, czy zatrzymać się. Sam zdecyduj... Otwórz szeroko swe oczy  i bądź dziś naprawdę szczęśliwy! 

Zachwyt



Narwałam wczoraj polnych kwiatów do wazonu. Żółte, białe, fioletowe... dodałam kilka liści pięciornika do dekoracji. Ustawiłam flakon na tarasowym stole, przy którym właśnie piję kawę. Z bukietu powychodziły  jakieś robaki, które oblazły cukiernicę. Fuj! Coś w bukiecie nieprzyjemnie pachnie, zapach przeszkadza mi trochę. Wstaję z zamiarem wyrzucenia kwiatów, gdy nagle podbiega do mnie mój Mały brzdąc, całuje w policzek i mówi: "O! Mama! ŁAŁ!!!" W rączce trzyma żółty kwiatek, który śmierdzi w bukiecie. Wciska mi go w dłoń, bierze za rękę i ciągnie na trawnik. Zrywa kilka kwiatów  białej koniczyny, która tak drażni mnie w zielonym, przystrzyżonym trawniku. Jest w tym dziecku tyle radości, pogody, entuzjazmu! I nagle, siedząc na trawie wpadam w zachwyt. ŁAŁ! W głowie dźwięczą mi słowa wiersza "Mrówko, ważko, biedronko" ks. J.Twardowskiego. Patrzę wokół i zdumiewa mnie nagle wszystko: otaczający mnie świat, jego kolor, dźwięk, zapach, różnorodności... i moje dziecko pochylone nad kałużą w piaskownicy, krzyczące  "O! Mama, O!"

Zaskoczona zachwytem w sercu przysiadam na schodku tarasu. Tyle Ciebie, Boże, wokół! Tyle piękna! A ja, jak ten słoń z wiersza, tak mało rozumiem. Człapię po tym świecie, zajęta sobą, czekająca na "Boże łał", na jakiś cud, na piękne wzruszenie... A Mały? zdejmuje buty, biega po rosie z zachwytem wymalowanym na buzi.

Codzienność bardzo nam spowszedniała, biegniemy gdzieś w szalonym pędzie, nie widząc nic wokół. Poważni, poukładani, zaplanowani... Dla Ciebie, Boże, tak mało miejsca w naszych grafikach! Tak mało w naszym życiu... Nie chcemy drobiazgów, chcemy zachwytów, wielkich fajerwerków, życiowych petard!  A Ty, Panie jesteś cichy i pokornego serca, lekki jak niedostrzegalny prawie podmuch wiatru... TY JESTEŚ. Po prostu. Na wyciągnięcie ręki. Zawsze. Wszędzie.

Siadam przy stoliku, z uśmiechem patrzę na kwiaty w wazonie. Sięgam po zostawioną obok, ręczną robótkę. Łał! Kawałek sznurka, szydełko, moje ręce i talent od Ciebie, Boże - razem czynią piękne rzeczy. Zachwycam się swoją robótką, jakby była zrobiona Twoimi rękami, Panie! Łał! Dobrze, że JESTEŚ, Boże! Dobrze, że JESTEŚ.



Mrówko ważko biedronko 
 Jan Twardowski

      Mrówko co nie urosłaś w czasie wieków
      ćmo od lampy do lampy
      na przełaj i najprościej
      świetliku mrugający nieznany i nieobcy
      koniku polny
      ważko nieważka
      wesoło obojętna
      biedronko nad którą zamyśliłby się
      nawet papież z policzkiem na ręku
       
       
      człapię po świecie jak ciężki słoń
      tak duży, że nic nie rozumiem
      myślę jak uklęknąć
      i nie zadrzeć nosa do góry
      a życie nasze jednakowo
      niespokojne i malutkie
       
       
       
       
      Moje szydełkowe robótki:)
      



      

Jak ciężkie kamienie...



Położyłam się dziś w ciągu dnia na łóżku, w cichej sypialni. Głowa opadła na miękką poduszkę.  Kark mam spięty, szyja boli, jakby dźwigała  wielki ciężar. Zdrętwiałe ramiona trudno mi ułożyć w wygodnej pozycji. Mam wrażenie, że sukienka przygniata moje ciało, jak ciężki mokry koc. Za oknem faktycznie pada. Chmury maja kolor mojego nastroju.
 Przydźwigałam na górę wielki worek  swoich zmartwień - ciężkich kamieni.  Z każdym krokiem ostatnich dni moje zmęczenie rosło do czasu, gdy dziś opadłam  całkowicie z sił, a z oczu samoczynnie popłynęły łzy...

Przyszedłeś do mnie, kochanie, martwiąc się o mnie. Upewniłeś się, czy nie gniewam się o coś na Ciebie.  Nie, nie gniewam się, bo niby o co? O to, że jesteś taki troskliwy? Jestem po prostu dziwnie zmęczona i rozdrażniona tym faktem. Tak, kochanie, ja, kobieta czynu i działania, teraz nic nie mogę robić, leżę i ronię łzy,  szukając bezskutecznie  ulgi. Tak, chcę pobyć sama, już wiesz, że potrzeba mi ciszy. Kocham cię za to, że jesteś taki bystry! Wychodzisz cicho, a we mnie wszystko krzyczy. Najgłośniej bezsilność.  Jestem dzielna, gotowa unieść to wszystko, cały ten ogrom  spraw i niewygodnych uczuć.  Chcę wziąć ten worek na ramiona i ponieść daleko stąd, lecz nie mam siły... Pierwszy raz od dawna po prostu czuję, że nie mam siły... 

Z trudem odnalazłam ciszę w sercu, wzięłam kilka głębokich wdechów. Nagle, jak barwny motyl pojawiła się myśl, niosąca Twoje Słowo, Panie: "Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię." (Mt.11,28)  

Tak wiele ostatnio się działo... Tak bardzo chciałam być odważna, silna, mądra, doskonała! Jak bardzo czuję w tym momencie ciężar swojego egoistycznego "ja".  Ja dam radę, ja wytrzymam, ja sobie poradzę, ja zniosę wszystko... Ja, ja, ja - cała bieda i nędza tego świata, snująca się z kąta w kąt bez żadnego efektu! Tyle mogę bez Ciebie, Panie!  Teraz doskonale wiem już, że Ty masz na wszystko dużo lepszy pomysł niż ja. Weź więc moje zmartwienia i problemy, które są ich przyczyną. Weź je, bo jest mi ciężko. Pomóż mi Panie powyrzucać wszystko po kolei, z tego worka, który przywlekłam do mojej sypialni!   

Tak trudno mi oddać Ci to wszystko i przyzwyczaić się do tego, że jesteś tu, by mi ulżyć...
 Niełatwo jest tak nieustannie słuchać! Słuchać i słyszeć Twój głos. Moje "ja" jest takie hałaśliwe, tak wszystko wie lepiej, tak doskonale ustala, planuje i gada, gada, gada... A świat mu przygrywa wspaniałe melodie, dudni, jak dyskoteka, błyska kolorami tęczy, jak lustrzana kula disco. Jak trudno być w nim malutką i oddać Bogu wielkość i panowanie, pozwolić się prowadzić...

Ciiii... deszcz już nie pada, otarłam łzy. Popołudniowe słońce nieśmiało wygląda zza chmur, a mnie już jakby lżej, pogodniej na duchu. W sercu, jak kwiat, rozkwitają nowe  myśli - silne Twoją nieprzebraną miłością. Dziękuję, że kolejny raz przypominasz mi, Panie, że Twój plan na moje życie jest najdoskonalszy, że w Twoim tempie i Twoim czasie dzieją się najlepsze rzeczy. Skoro mam siedzieć, to posiedzę, popatrzę w niebo i nabiorę sił, byś mógł przeze mnie wykonywać piękne dzieła, Panie... 
"Chcę iść Twą drogą cichości i pokory - cicho, nie skarżąc się na nic. Cicho, bez niecierpliwości, nieuprzejmości, szorstkości. Cicho w przeciwnościach, by nigdy nie stać się przez swe skargi i złe humory ciężarem dla nikogo."(Święta Urszula Ledóchowska)


Pustka i pełnia





Późny wieczór. Księżyc w pełni zagląda przez balkon do sypialni. Mały śpi w naszym łóżku, dotyka przez sen mojej ręki, sprawdza czy jestem obok. Gładzi przez chwilę moją skórę ciepłą, małą rączką. Oddycha spokojnie, przytula się i zasypia mocniej. Nie przenoszę go do łóżeczka, bo lubię być z nim tak blisko. Z dołu słychać przyciszony dźwięk telewizora. Wstaję z łóżka, zamykam drzwi, potrzebuję spokoju dla równowagi dziwnego niepokoju we mnie. 

Co za wieczór!  Siedzę, leżę, chodzę, wyglądam przez okno... nie mogę znaleźć sobie miejsca. Tu niedobrze, tam źle. Niewygoda duszy. Coś uwiera mnie w sobie boleśnie. Coś jakby rozedrganie niby miłe, a jednocześnie nieprzyjemne. Jakaś wewnętrzna pustka, brak, którego nie potrafię nazwać. Niedosyt. Straszna, nieokreślona tęsknota... Leżąc słucham muzyki. Słowa piosenki praktycznie czuję. Czy można czuć słowa piosenki? Dziwne rzeczy dzieją się ostatnio w tej mojej głowie... Zastanawiam się nawet, czy nie zasnęłam, ale nie, księżyc nadal świeci przede mną. W pokoju widno. Mały śpi, a mąż ciągle ogląda jakiś film...
Wiercę się w łóżku, przekręcam z boku na bok. Teraz chce mi się płakać. Jakiś nadmiar emocji, nieokreślonych uczuć. Ach, gdybym tylko potrafiła je nazwać! Gdybym mogła zapełnić czymś ten niedostatek! Przytul mnie Boże, chyba tylko Ty wiesz, co mi dolega... 
Samotna łza spłynęła na poduszkę, dając chwilowe wytchnienie. Wsłuchana w miarowy oddech Małego, zasnęłam niespokojnym snem.

Obudziłeś mnie, kochanie, wchodząc cichutko do sypialni. Nie wiem, jak długo spałam. Księżyc nadal świecił w okno sypialni, a ty pocałowałeś mnie czule w czoło. Przytuliłeś do twarzy moją dłoń, jakbyś wiedział, że na to właśnie czekałam. Zrobiłeś wszystko, co mąż powinien zrobić dla żony: wypełniłeś mnie swoją miłością. Dlaczego tak rzadko całujesz mnie w czoło? A może to akurat dzisiaj znaczyło dla mnie tak wiele? Jakbyś powiedział  mi "kocham" na milion sposobów!  Serce drgnęło szczęśliwe, lecz niedosyt w duszy pozostał...  

Bezmierna, cicha pustka we mnie i jasna pełnia nad nami...


Photo by Aily Torres on Unsplash

Oaza


Dotrzeć tam, gdzie nic już nie ma, gdzie słychać  tylko bicie swego serca, gdzie cisza dzwoni w uszach, dając znak galopującym myślom, by zwolniły szalony bieg do spaceru.  Iść na pustkowie, na koniec mojego świata, w głuszę, w szczere pole swoich myśli... Cisza jest moją pustynią. Idę, by spotkać  tam Ciebie.

Jestem jak małe ziarenko piasku, pośród miliona innych na wydmie życia,  rozgrzane żarem Twojej nieskończonej miłości, przesuwane ciepłym wiatrem Twego tchnienia w stronę oazy - ożywczego źródła, rajskiej przystani.

Czasami wystarczy chwila i już jestem - tam, gdzie zanurzam się w jeziorze Twej łagodności.  Zmywam  z siebie cały trud codzienności, pył i kurz, którego nazbierało się tyle po drodze... Nasiąkam Tobą, wypełniam spragnione serce po brzegi. Zakwitam miłością.
Innym razem potrzebuję kilku dni, czasem nawet tygodni morderczej wędrówki z natłokiem chaotycznych myśli, w ukropie zajęć, duchocie monotonnych dni, skwarze trudności, by dotrzeć do celu i napić się... Im dłużej idę, tym lepiej mi smakujesz, Wodo! Nie potrzebuję wtedy jeziora, wystarczy mi kropla, by zaspokoić ogromne pragnienie! Tylko tyle...  by żyć!

Wiej, Ciepły Wietrze! Prowadź w stronę Oazy... Znasz moje tęsknoty...


Photo by Jeremy Bishop on Unsplash

Mam tę Moc! czyli o sile dziękczynienia.


 
Wakacje rozpoczęte. Słońce, beztroski, wolny czas. Na tarasie rozłożony zielony ogrodowy parasol, leżak, stolik i szklanka wody, na wypadek, gdyby chciało mi się pić przy koszeniu trawnika.  Nie, w wakacje nie leżę na hamaku!  Dla mnie to zawsze bardzo intensywny czas, nie tylko w kwestii domowo - ogrodowej.

Czasami latem tęsknię za długimi zimowymi wieczorami spędzonymi przy kominku, z szydełkiem, czy inną robótką w ręku, z książką i gorącą herbatą. Wtedy łatwiej mi wszystko nadzorować. Rodzina sama skupia się przy stole, jest czas na rozmowy, na żarty i jest czas na naukę. Zimno na zewnątrz sprawia, że lgniemy do domowego ciepła, przebywamy ze sobą bliżej. Czas reguluje nam często lodówkowy grafik i kalendarz - przypominacz.  Stały rytm jest przyjemny, powtarzalny i  przewidywalny.  Latem życie sześcioosobowej rodziny staje się chaosem... Każdy beztrosko gdzieś gna, wyfruwa z domu.  W grafiku  wpisane są tylko wakacje...

Przysiadam chwilę na tarasie, zostawiając kosiarkę. Przez chwilę myślę o tym, że lato latem, ale urlopu od życia to ja wziąć nie mogę. Moje dni to nieustanna harówka, ciężka, mozolna praca w każdej dziedzinie. I kocham takie życie! Kocham swoje obowiązki i każdy codzienny trud. Serce krzyczy od rana:"wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia!"  Uwielbiam moje życie, odkąd uświadomiłam sobie, że mogę albo nieustannie być niezadowolona z tego, że czegoś nie mam, albo być wdzięczna za to co mam. Jedno spojrzenie w dobrym kierunku zmienia wiele. Oczy skierowane w stronę Boga i wdzięczność w sercu dają niesamowitą moc! Narzekasz, czy dziękujesz?  Ja dziękuję za wszystko, nawet za to, że mam ten przeogromny trawnik, który koszę trzy godziny. Za warzywa na grządkach, które ładnie rosną i za chwasty, które rosną jeszcze piękniej. Dziękuję za moją rodzinę i za problemy duże i malutkie. Dziękuję Bogu za to, że dał mi nowy wzrok! Za to, że teraz widzę więcej, prawdziwiej, cieszę się bardziej, żyję pełniej... Jestem bardzo, bardzo szczęśliwa, mimo nawału obowiązków, kłopotów i wielkiej odpowiedzialności za dużą rodzinę. Żyję bez strachu, z ogromną nadzieją. 
Kiedyś  często się  bałam, martwiłam o wszystko. Strach to oczekiwanie na coś złego! Jeszcze niedawno o tym nie wiedziałam. Dziś oczekuję dobra, miłości i radości. Ufam...
Dziś czuję całą sobą sens tego, że On  jest wszechmogący, że Bóg jest dobry!  Cóż z tego, że spotyka cię ciężka choroba, operacja, że masz kłopoty ze zrozumieniem nastoletniej, dorastającej córki, że kasy jest mało, że samochód nie taki luksusowy, jak mają sąsiedzi... Cóż z tego?  Z Nim w sercu już nie boisz się żyć, znika twoja letniość a pojawia się żar, ciepło, którego już nie chcesz zatrzymać dla siebie. Dziękuj za wszystko, a poczujesz, że nie potrzebujesz już od życia wiele, bo szczęście wypełni cię po brzegi. On da ci lekarza, sen o tym, że ślepniesz, by zrozumieć, że zbyt mało lub nie tak patrzyłaś na córkę... On może wszystko! Może nawet sprawić, że kosząc przydomowy trawnik, a potem odpoczywając na leciwym leżaku  poczujesz się jak na najlepszych wakacjach. Wierzysz w to? A może wierzysz, że szczęście da ci tropikalna wyspa, pieniądze i wakacje all inclusive? Tylko tyle? Ja mam all inclusive w sercu! Mam wszystko i jeszcze więcej... 

A co byłoby, gdybyś obudził się jutro tylko z tym, za co dzisiaj podziękowałeś?  Masz w ogóle czas na to, żeby o tym pomyśleć? Może pędzisz przed siebie beztrosko, w stronę słońca, z litanią próśb?
Ja biegnę w stronę nieba, z litanią dziękczynienia... Spokojna o jutro...



Photo by Brigitte Tohm on Unsplash




Tętno życia.






Oddycham swobodnie, wyciągając się w stronę słońca. Przyjemne ciepło rozlewa się we mnie, wypełnia powoli aż po czubki palców... Nade mną teatr miłości - romans chmur, które tulą się do siebie puszystą miękkością na łożu błękitu. W tle  ptasia symfonia...
Unoszę się ponad siebie z cudowną lekkością, jakbym dostała skrzydeł. Frunę w nieznane, nienasycona bezmiarem szczęścia. Pragnę dalej, wyżej, jeszcze...
Lekkie tchnienie wiatru, poruszenie serca i ta dziwna pewność, że jest jeszcze Więcej, Piękniej i Bardziej...  Niecierpliwość: bo chciałabym już teraz, natychmiast! Dotknąć choć skrawka nieba...
Symfonia przycichła i słońce przygasło, lecz serce wciąż mocno bije.
Tętni w nim Miłość, Twój Boski żar we mnie...

                 Czy masz w sobie dziś  takie ŻYCIE?

Boże Ciało, czwartek 15.05.2017.

  Rzekł do nich Jezus: "Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Jeżeli nie będziecie spożywali Ciała Syna Człowieczego i nie będziecie pili Krwi Jego, nie będziecie mieli życia w sobie." (J 6,53)


Photo by Aki Tolentino on Unsplash



Strach






Płaczę szeptem o poranku, bo wtedy łzy można pomylić z rosą. Mam ochotę wykrzyczeć cały mój strach, ale wokół tak cicho...

"Zaufaj i żyj -  Ja cię poprowadzę!"- mówisz do mnie. Wychodzę z jeziora lęku i wiem, że wszystko będzie dobrze. Pozwalasz mi  na strach, żebym wiedziała czym są Twoje bezpieczne ramiona. Podlewam łzami moją wysuszoną duszę, a Ty dajesz nadzieję, siłę i pewność, że wszystko z Tobą udźwignę. Oddycham lekko, bo oddałam Ci właśnie moje słabości -  tak, jak ciężką torbę porannych zakupów.  

Nauczyłeś mnie żyć chwilą. Cieszę się każdym drobiazgiem, z wdzięcznością przyjmuję wszystko, co wkładasz w moje dłonie. Idę tam, gdzie prowadzisz, bo wiem, że nie chcę już innej opcji...





Photo by Tamara Bellis on Unsplash







Cisza




Potrzebuję ciszy. Wielka tęsknota wypełnia moje serce niespokojne, rozedrgane. Pragnę odpoczynku. Zbyt wiele spraw. Za dużo się dzieje. Chodzę w kółko, nie mogąc sobie znaleźć miejsca. Dziwna pustka, którą trudno nazwać... Niezaspokojenie...


Dzień uciekł jak spłoszony ptak. Pomału odchodzą emocje i napięcie. Na zachodzie różowieje niebo. Cisza nieśmiało zagląda przez okno. Wychodzę do niej, bo wieczór tak piękny. Idę boso po chłodnej już trawie, zmęczonej słonecznym dniem. Lekkie tchnienie wiatru, cichy szelest, subtelny powiew. Niecierpliwie czekam na więcej. Ciiiii.... Niebo zgasiła cisza.

Biegnące myśli zwalniają, zaczynając wieczorny spacer. Po raz kolejny przypominasz mi, dobry Boże, że bez Ciebie  w zgiełku codzienności nie dałabym rady. Uspokajasz mnie, zostawiając w łóżku z zagadką niepojętej tęsknoty i pustki.  Nie dajesz odpowiedzi, choć proszę o nią całą sobą.  Zasypiam, otulona Tobą, bezpieczna w cieniu Twych skrzydeł.

Budzę się wczesnym rankiem, choć w niedzielę zazwyczaj śpię dłużej. Schodzę na dół na palcach, cichutko, żeby nikogo nie obudzić. Cisza... Czajnik zagotował wodę na kawę. Jego głośne"Pyk" przerywa poranny bezruch, jakby chciało powiedzieć "czas start!" i przypomnieć o tym, że rozpoczął się kolejny dzień.  Uśmiecham się pod nosem i leniwie smaruję chleb masłem. Śniadanie gotowe. Zaraz obudzę męża i dzieci, ale  jeszcze nie teraz, za chwilę. Najpierw potrwam w  ciszy. Ona jest jak luksusowe SPA, jak sanatorium z zabiegami dopasowanymi tylko dla mnie. Koi, relaksuje i wypełnia spokojem. Myśli naturalnie stają się  modlitwą, dziękczynieniem za to błogie tu i teraz.

Przeglądam wiadomości w telefonie, kolorowe zdjęcia znajomych, posty o sprawach ważnych i mniej znaczących. I nagle dajesz mi odpowiedź na wczorajszą zagadkę. "Tylko pustka może przyjąć pełnię." Wyświetlacz komórki prawie krzyczy, a ja jestem pewna, że właśnie to chciałeś mi powiedzieć w tej porannej ciszy...




Photo by Carli Jeen on Unsplash

Najcenniejszy skarb






Najcenniejszym dla mnie skarbem jest mieć Kogoś. Kogoś, kto obudzi promieniem słońca o świcie, choć masz ochotę jeszcze pospać. Obudzi, postawi na nogi i wsadzi o 6 rano za kierownicę, byś za chwilę mogła poczuć zapach gorącego chleba w piekarni, którą znasz od dzieciństwa...
Mieć Kogoś, Kto zna cię lepiej niż ty sama siebie... Kto wie, że za chwilę wybuchniesz,  krzycząc na dzieci, które leniwie zwlekają się z łóżek.  Powinny się pospieszyć, żeby zdążyć zjeść śniadanie, zanim wyjdą do szkoły. On wie, że uwielbiasz czarna kawę i za chwilę da ci czas, byś mogła się nią delektować na pełnym słońca, majowym tarasie. Za chwilę, jeszcze tylko przybiegnie do ciebie małymi stópkami prawie-trzylatka i spojrzy jego oczami, ucałuje, dając ci tyle radości, że dostaniesz  skrzydeł. "Mama!"- przypomni ci, kim jesteś i uściska za szyję, byś miała pewność, że cię kocha i poprosi o bułkę z dżemem, bo przecież to najlepsza szynka na śniadanko:)  Cmoknie ustami męża i ukłuje jego kilkudniowym zarostem, byś wiedziała, że już  pora na kawę. Jeszcze tylko odprowadzi bezpiecznie dzieci do szkoły, bo wczoraj Go o to prosiłaś.

Otwieram drzwi na taras, wpuszczam powietrze pachnące porankiem. On miesza je z zapachem kawy i towarzystwem męża. Mały biega boso po trawie umazany masłem... Za chwilę zostanę już sama z gonitwą myśli i natłokiem zmartwień, obowiązków ponad miarę, stertą porozrzucanych ubrań i podłogą wymazaną truskawkowym dżemem... Dopijam zimną już kawę i cieszę się, ze Go mam, bo z Nim mogę wszystko. On mnie umocni i podtrzyma, kiedy osłabną chęci i siły w zmaganiach z codziennością. Może nie będę dziś wystarczająco silna i doskonała... To nie jest ważne! Ważne jest to, że On jest. Niezależnie czy udźwignę swój dzień z radością czy smutkiem, On jest przy mnie nawet w najtrudniejszych chwilach i dotyka miłością moje strwożone serce.         
Masz Taki Skarb?



Photo by Amanda Lins on Unsplash


instagram

Copyright © Babskie Skarby