Idzie jesień...



Dzieci wróciły do szkoły, niebo codziennie  płacze deszczem, jakby tęskniło za powoli odchodzącym latem. Do południa w moim domu panuje cisza, czas jakby wolniej płynie, by od południa nabrać tępa. Krzątam się w tej swojej codzienności z głową pełną myśli. Jeszcze nie oswoiłam się z tą poranną samotnością wśród czterech ścian. Serce tęskni za ogrodową przestrzenią, ciepłem słońca, bogactwem kolorów, dźwięków i pięknych doznań... W cieplejszych ubraniach  jakby zbyt ciasno. Poranki pełne  są mgły, która stopniowo podnosi się i ukazuje coraz wyraźniejszy widok za oknem.

W moim sercu też jakby mgła, na którą składa się dziwny natłok myśli, obaw i niepokoju. Chciałabym widzieć już jaśniej i wyraźniej. Jestem niecierpliwa. Nie lubię okresów pomiędzy.  Pomiędzy latem a jesienią, pomiędzy oczekiwaniem a rzeczywistością, pewnością a niepewnością, pustką a pełnią. Taki czas niepewności, niedosytu, niewiadomej trochę mnie rozdrażnia, bo trzeba być na wszystko gotowym. Nie wiadomo, co odsłoni mgła, czy jesienne słońce, pełne jeszcze ciepła i rozświetlające  nowe, przyjemne i zachwycające barwy, czy deszcz i słotę, którą trzeba pokochać, żeby nie być wciąż zawiedzionym.

Na kuchence gotują się pomidory. Mimo ponurej pogody, cudnie pachnie latem. Będzie przecier. Czerwony, słodki, pełen wspomnień słonecznych dni, radości, jaką miałam pielęgnując pomidorowe krzaczki. Zamykam słoiki i już dziś wiem, że usłyszę: "mamo, pyszna ta zupa z naszych pomidorów, dobrze, że robisz przetwory!"
Wbrew wszechobecnej nowoczesności otaczającego nas świata, pędowi za luksusem, na który ciężko pracujemy tracąc swoje siły i czas, ja trwam i odnajduję się w świecie staromodnych przetworów, ręcznych robótek, reperowania staroci i robienia czegoś z niczego. Mam nadzieję, że dom, który tworzę dla moich bliskich, jego atmosfera i zwyczaje będą kiedyś  dla moich dzieci jak te dzisiejsze słoiki pachnących pomidorów. Marzę o tym, że kiedy dorosną i staną pośród niepewności życiowych jakby we mgle, otworzą  ich wieczka i wypełnią swoje serca słodyczą i zapachem tego, w co wkładam całe swoje życie. Wierzę, że będzie to aromat i smak miłości, który rozleje się w ich pamięci i rozjaśni ponure dni i chwile pełne słotnych myśli, wskaże właściwą drogę. Chciałabym, żeby byli dumni z tego, że dorastali w domu, gdzie "pomidory" rosły zawsze na wyciągnięcie ręki...

Naklejam na słoiki etykietki z datą i nazwą.  Mimo, że pomidorowe krzaczki  na grządkach wyglądają dziś już marnie, zbiory są zadowalające. Mam nadzieję, że ten rok zachowamy w pamięci jako równie obfity. Jestem szczęśliwa i zadowolona, bo spiżarnia mojego serca jest już solidnie wypełniona dobrymi wspomnieniami wspólnych chwil.  W tym roku najbardziej cieszą mnie owoce letnich wyjazdów oazowych dzieci i naszej pierwszej, wspólnej pielgrzymki. Owoce są szczególnie cenne, bo zatopione w wyjątkowej zalewie, której najważniejszym składnikiem jest słodycz Bożej Miłości.

Komentarze

instagram

Copyright © Babskie Skarby